Podczas ostatniej wycieczki rowerowej przeprawiałem się z Andrzejem przez tzw. Małpi Most nad Pilicą. Przejście z rowerem przez starą, drewnianą i chybotliwą konstrukcję nad rzeką tak mnie pochłonęło, że nie zainteresowałem się opowieścią starszej pani. I żałuję. A było to tak…

Po krótkim odpoczynku w minibarze „Na Górce” zjechaliśmy nad brzeg Pilicy. W pobliżu kręciło się sporo osób, zapewne turystów z innych stron. Wśród nich była jednak miejscowa, starsza pani. Bez większego skrępowania nieznajomymi opowiadała ona napotkanym osobom o jakiejś historii partyzanckiej. Z potoku słów dosłyszałem, że partyzant przeprawiał się przez rzekę, nie zdążył, chyba zginął. Cóż, opowieści takich jest wiele, a starsza pani pewnie potrzebuje towarzystwa. Tak wtedy pomyślałem.

Po przeprawieniu się przez rzekę, przejechaniu przez kolejny mostek (zdecydowanie łatwiejszy i bezpieczniejszy) wylądowaliśmy we wsi Zygmuntów (tak podaje Google Maps). Na niewielkim wzniesieniu, pomiędzy starymi drzewami ukazał nam się pomnik z tablicą pamiątkową. I wtedy zrozumiałem, że starsza pani po drugiej stronie rzeki opowiadała historię związaną z tym pomnikiem. Powinienem wrócić z rowerem z powrotem na drugi brzeg, wysłuchać historii i ją tutaj opisać. Ale pozostają mi tylko zdjęcia.

MIEJSCE UŚWIĘCONE
KRWIĄ
BESTIALSKO POMORDOWANYCH
PRZEZ
HITLEROWSKIEGO OKUPANTA
MIESZKAŃCÓW WSI
ZYGMUNTÓW W ROKU 1944

ZYGMUNTÓW, 1966 r.
W 1000-LECIE PAŃSTWA POLSKIEGO
MIESZKAŃCY POW. KONECKIEGO